nie wiem czy przypadkiem nie wyskakuję przed orkiestrę

Zapadła tu cisza od kiedy singapurskie słońce schowało się za moim horyzontem – cisza spowita zimnem, ciemnościami i nadwiślańskim smogiem. Jednak ta cisza “do innych jest niepodobna”.

…ponieważ nie udaje mi się dobrać słów godnych the drama queen that I am i odzwierciedlających życiową przepaść, pustkę i beznadzieję toważyszącą mi już od dłuższego czasu, czas na…

…tak, na coś zupełnie innego – optymizm, sukces, nadzieja na przyszłość.

Najpierw jednak cofnę się w czasie. Zapowiedziałam tutaj kolejną próbę zmiany na lepsze, która miała spowodować, że dostanę awans i podwyżkę, a od mojej twarzy zacznie bić blask, który zawstydzi hardkorowe czołówki z górnej półki. Albo przynajmniej przywróci idealną morfologię.

Nie wiem jak z tą morfologią, bo badań jeszcze nie wykonałam, ale uwaga – chwalę się:

  • Dietetyczka była strzałem w dziesiątkę. Obawiałam się, że nagle pojawią się kolejne zasady, którym nie będę w stanie sprostać. Będzie słomiany zapał przez chwilę i nieunikniona porażka. Jednak los (?) był łaskawy. Na pierwszym spotkaniu miałam wybrać – dietę a) na podstawie konkretnych przepisów (przykładowych dań) lub b) listę składników i ilości jakie mogę (powinnam) spożyć na śniadanie, obiad, kolację i przekąski. Znając swój stosunek do narzucanych ograniczeń i ścisłej dyscypliny, opcja b z dużym polem do manewru wydała się narozsądniejsza. I tak z lekkim falstarem (bo październik uważam za zmarnowany), od listopada (i teraz jak to napisać po polsku, że) I achieved 70% of planned weight loss. I to jest dobre, bo jem co chcę i to już trwa 3.5 miesiąca i podąża w dobrym kierunku. Kolejna morfologia za 3 miesiące.
  • Joga. Po przerwie i miesięcznym pobycie w Singapurze wróciłam w lutym. Od nowa rozciągam ścięgna, walczę z barkami i łopatkami. Ale dzisiaj… dzisia był słodki sukces. Pierwszy raz w moim jogowym życiu udało mi się wykonać pozycję kija w zestawie pies z głową do dołu -> pół kij -> kij -> pies z głową do góry. Może nie tak idealnie jak tej dziewczynie na filmie poniżej (1:16), ale przynajmniej nie pacnęłam bezwładnie o ziemę jak to miało miejsce wcześniej.

Ale żeby nie było, że jestem na jakiejś dzikiej diecie i że w ogóle życie straciło smaczek, pozdrawiam z Hali Koszyki, w której jednak starami się wyszukać małe przyjemności bez nadęcia. Tu: grillowane kawałki wieprzowiny i mezcal.

PS Mam jeszcze niedokończone wpisy z Singapuru, może uda się je zakończyć na dniach (jak to się mówi).

meta z gwiazdką

singapore_20170105_1

singapore_20170105_2

koszyczek

Sensacją w wiadomościach kulinarnych było przyznanie gwiazdki Michelin dwóm singapurskim stoiskom (hawker stall).

Do pierwszego, Hill Street Tai Hwa Pork Noodles, pobiegłam jednym z licznych Park Connectors (PCN). Trasa wiedzie praktycznie przez centrum, ale z dala od ulic, wzdłuż rzeki Geylang.

Stoisko mieści się w bardo małym, zupełnie przeciętnym hawker center. Wyróżnia się jedynie tabliczką informującą o przyznanej gwiazdce i długą kolejką.

Najpierw należy wystać swoje, by złożyć zamówienie. Następnie wraca się do kolejki i czeka na zamówione danie. Wszystko twa bardzo długo, no ale poświęcenie itd.

W kuchni panuje pełne skupienie, tu nie ma czasu na nic innego niż wypuszczenie kolejnej miski. Taśma.

Taki łakomczuch ze mnie, że zamówiłam dwa dania. Pierwszym są kluchy (szerokie, żółte) z dodatkami takimi jak wątróbka wieprzowa, kulki mięsne, mięso mielone, pierożki chińskie, chrupka ryba smażona i słonina wieprzowa. To wszystko polane mała ilością sosu doprawionym między innymi octem. Ta wersja jest “na sucho”…

View original post 60 more words

wielkie plany, większa kupa

singapore_20170109_1

singapore_20170109_2

koszyczek

Tak, to był zdecydowanie nieudany dzień pod względem realizacji planów, ale hej – spędzam niajciemniejszy (w Polsce) czas 142km od równika i ładuję witaminę D na zapas, wystraszył mnie monitor (jaszczur) i złapałam zająca. Nie mogę narzekać.

Zanim przejdę do części opisującej serię porażek tego dnia, to streszczę co się wydarzyło na początku wycieczki, co mogło być pewną wskazówką co do reszty dnia. Najpierw przebiegłam tuż obok wielkiego jaszczura i zauważyłam go dopiero, gdy moje stopa była na wysokości jego głowy, oddalona niecałe 50cm. Jaszczur się tylko spojrzał i powoli poszedł dalej, natomiast ja się całkiem wystraszyłam i zezłościłam na siebie, że nie widzę, co się w około mnie dzieje. Zwłaszcza po lekturze o krokodylach dzień wcześniej.

lizard_head.jpglizard_whole

Oczywiście wszędzie małpy, chociaż ten tutaj siedział sobie sam, bez towarzystwa, zapatrzony w siną dal.

monkey.jpg

Gdy już zeszłam z kładki na ziemię, to oczywiście musiałam zaliczyć spektakularne wyrżnięcie o glebę. Nie wiem jak ja…

View original post 319 more words

no to siup 2017

Zaczynam trochę późno w nowym roku, a to dlatego, że trochę się rozchorowałam. Wczoraj jeszcze niezupełnie nadawałam się do życia, dzisiaj w sumie też nie byłam 100%, ale bieg wzdłuż wybrzeża wschodniego zaliczyłam.

singapore_20170104_1

koszyczek

W sumie planowałam tę trasę już od jakiegoś czasu i to rozpoczynając od strony bliżej Centrum, żeby skończyć w East Coast Lagoon Food Village. Ale – jak pisałam wcześniej – przenieśli budkę z laksa na drugi koniec miasta, zatem bieg był od wschodu na zachód, żeby dopasować się do innego centrum kulinarnego.

singapore_20170104_2

Muszę przyznać, że zachodni koniec parku wzdłuż East Coast Road bardzo rozczarowuje. Samochody hałasują, jest daleko od brzegu i monotonnie. Lepiej chyba zacząć właśnie tam zostawiając cały syf za plecami i zbliżać się do celu w coraz ładniejszym otoczeniu.

Z mety to już był tylko rzut beretem do Old Airport Food Centre, gdzie spróbowałam bardzo dziwacznej potrawy o nazwe rojak. Można sobie zajrzeć do Wiki i przekonać się, że jednak to prawda, że co kraj, to obyczaj. Nazwę tłumaczy się jako mieszanka i tak to chyba powstało – taki azjatycki bigos.

U mnie na talerzu było chyba tak: you…

View original post 48 more words

dziko na zachodzie

Ja tylko dodam kurwajapierdolę, po tych 11×11 piętrach z poprzedniego dnia, schody były ostatnim elementem treningu, który chciałam dzisiaj widzieć. Ale poza tym, to był świetny wycisk i na serio nie spodziewałam się zakwasów po bieganiu w singapurskim parku.

20161229_singapore1

20161229_singapore2

koszyczek

Po wyspie Pulau Ubin wybrałam się na zachodnią stronę Singapuru, do kolejnego parku. Myślałam, że w tym temacie nic mnie już tutaj nie zaskoczy.

Tymczasem Bukit Timah Nature Reserve przywitał od razu stromym podejściem na skromne, ale najwyższe wzniesienie wyspy o wysokości 163m n.p.m. Ale to nie podejście dało mi w kość, a wszechobecne schody. Nierówne, ze stopniami wysokimi nawet na kolano.

Jak widać, to nie jest park na łatwy spacerek, zwłaszcza przy panującej duchowe. Oprócz schodów są też wąskie ścieżki, skalne “momenty” i jaskinie (za kratami).

Podnobno flora i fauna jest tutaj nabogatsza ze wszystkich rezerwatów singapurskich. Można spokojnie zrobić z tego całodniową wycieczkę. Przewodnik poleca przysiąść w wyznaczonych miejscach i poobserwować naturę w ciszy. Ja przyszłam tu na bieganie, więc nie przesiadywałam, ale i tak udało mi się zobaczyć kilka fajnych motyli i Dicrurus paradiseus z fantazyjnym ogonem. Nie zaliczyłam też wszystkich dostępnych tras, więc jest powód…

View original post 138 more words

schody z super numerkiem

W pierwszej połowie dnia byłam uziemniona, a potem jakoś tak się złożyło, że jak już mogłam, to się nigdzie nie wybrałam. W ramach treningu pobiegałam sobie 11 x 11 pięter.

Total time  17:52.26
Lap times
01      01:38.10     01:38.10
02     03:13.17      01:35.07
03     04:46.17     01:33.00
04     06:18.92     01:32.75
05     07:53.24     01:34.32
06     09:32.82    01:39.58
07     11:10.36      01:37.54
08     12:51.71      01:41.35
09     14:30.50     01:38.79
10      16:09.93    01:39.43
11       17:52.00    01:42.07

Pierwsza runda zawsze jest wolniejsza, potem kilka szybszych. Dalej widać jak tracę siły. Dwie ostatnie zrobiłam dzisiaj dla szpanu. 11 pięter, 11 razy… ledwo.

Cały czas pilnuję, żeby nie odbijać się przy pokonywaniu kolejnych schodów, bo to ułatwia zadanie. Ważne, żeby podnosić uda/kolana do góry, tak jakby stopień był dwa razy wyższy, niż w rzeczywistości. Poza tym, miednica skręcona do przodu (jogini wiedzą o co chodzi), lekkie pochylenie tułowia do przodu i stopy rozstawione na szerokość bioder. To angażuje też mięśnie brzucha i minimalizuje nieporządane podskoki.

Obrazek, tym razem bez związku, przedstawia małą ogórkową schizofrenię. Dla ciekawych: skóra jest bardzo cienka i twarda, ale krucha i pęka przy gryzieniu. Miąższ zwykłego ogórka, ale trochę bardziej kwaśny – nie wiem czy to od skóry. Podobno robi się z tego zupę. Skóra zostaje i zapobiega rozpadnięciu ogórasa.

aktywna rekreacja

Koszyczek udaje, że trenuje.

20161227_singapore1

20161227_singapore2

20161227_singapore3

Kliknąć poniżej w koszyczka po pełną historię.

koszyczek

Oficjalne przewodniki polecają wyspę Pulau Ubin jako przykład tego, jak wyglądał Singapur w latach 60. ubiegłego wieku. Że wioska, cicho, spokojnie i generalnie chill out. Z tą historią to nie wiem, ale faktycznie – na wyspie można się zupełnie odprężyć i zapomnieć, że należy do nowoczesnego miasta.

Na Pulau Ubin można dostać się z Changi Point Ferry Terminal, z którego wypływają łodzie również do Malezji (Pengerang). We wrześniu br. o porcie można było przeczytać w prasie ze względu na znalezioną kontrabandę i mówiło się o jego zamknięciu. Jak na razie jest czynny. Sam port mieści się w Changi Village o klimacie sennych nadmorskich miasteczek. Obowiązkowo z hawker center, w którym można się posilić przed drogą, np. kawą na wynos.

Łodzie kursują od świtu do zmierzchu, nie ma rozkładu jazdy. Przewoźnicy czekają, aż uzbiera się dwunastoosobowa grupa i dopiero wtedy ruszają. W trakcie rejsu zbierają S$3 od osoby. Oczywiście…

View original post 455 more words